Z Adamem Biernackim dyrektorem Tauron Dystrybucja, rozmawia Radosław Nosek

Na początku maja 2026 roku Krajowa Izba Odwoławcza (KIO) wydała precedensowy wyrok, który może całkowicie odmienić oblicze polskich i europejskich przetargów w sektorze energetycznym. Chodzi o głośne postępowanie zakupowe TAURON Dystrybucji na liczniki zdalnego odczytu, w którym spółka wprowadziła rygorystyczne kryteria dotyczące rzeczywistego pochodzenia kapitału i struktury właścicielskiej dostawców, blokując tzw. „fikcyjną krajowość” firm z państw trzecich. O kulisach tej decyzji, walce przed Izbą i budowaniu bezpiecznego łańcucha dostaw rozmawiamy z Adamem Bernackim, Dyrektorem Departamentu Zakupów i Administracji w TAURON Dystrybucja.
Panie Dyrektorze, gratuluję wyroku przed Krajową Izbą Odwoławczą. W kuluarach branżowych mówi się, że TAURON Dystrybucja dokonał niemożliwego – zamknął lukę prawną, która od lat spędzała sen z powiek polskim producentom. Co było bezpośrednim impulsem do tak odważnego sformułowania warunków przetargu na liczniki zdalnego odczytu?
Bardzo dziękuję. Ten wyrok to rzeczywiście ogromny sukces całego naszego zespołu i kamień milowy dla całego sektora energetycznego w Polsce. Impulsem była twarda rynkowa rzeczywistość i troska o bezpieczeństwo infrastruktury krytycznej. Przez lata obserwowaliśmy zjawisko, które roboczo nazywaliśmy obchodzeniem idei „local content”. Prawo zamówień publicznych (PZP) teoretycznie daje nam, jako zamawiającym sektorowym, pewne narzędzia – na przykład pozwala na odrzucenie ofert z krajów trzecich, z którymi Unia Europejska nie zawarła umów międzynarodowych. Problem polegał na tym, że zagraniczni dostawcy masowo obchodzili ten przepis. Wystarczyło zarejestrować spółkę celową w Polsce, wynająć niewielkie biuro, i formalnie stawało się „polskim przedsiębiorcą”. W świetle litery prawa nie mieliśmy dotąd podstaw, by takie podmioty wykluczać, mimo że realny kapitał, technologia i zyski płynęły daleko poza Europę. Uznaliśmy, że czas z tym skończyć i zacząć świadomie zarządzać naszym łańcuchem dostaw.
Jak zatem redefiniowaliście Państwo pojęcie „krajowego wykonawcy”? Kryteria geograficzne w Unii Europejskiej to niezwykle śliski grunt prawny. W realiach unijnych próba odcięcia zagranicznych korporacji od przetargu to niemal stuprocentowa gwarancja przegranej w sądzie.
Kluczem było przeniesienie punktu ciężkości z samej formalnej rejestracji podmiotu na realny wkład w polską i europejską gospodarkę oraz na strukturę właścicielską. Rozszerzyliśmy definicję krajowego wykonawcy. Dla nas jest to podmiot, który faktycznie buduje polskie PKB: zatrudnia tutaj pracowników, odprowadza podatki, tworzy istotną część komponentu technologicznego bezpośrednio na terenie kraju lub UE, a przede wszystkim – co było kluczowym wymogiem w tym przetargu – nie posiada beneficjenta rzeczywistego z krajów trzecich. Postawiliśmy twardy warunek weryfikacji struktury właścicielskiej aż do samego końca łańcucha. Nie interesowała nas fasada, tylko to, kto realnie podejmuje decyzje i kontroluje dany biznes.
To spotkało się z natychmiastowym protestem i odwołaniem do KIO. Jakich argumentów używali Wasi oponenci i jak udało Wam się obronić te kryteria przed zarzutem dyskryminacji?
Główny zarzut dotyczył oczywiście rzekomego naruszenia zasad uczciwej konkurencji i równego traktowania wykonawców. Przeciwnicy argumentowali, że eliminujemy podmioty legalnie zarejestrowane w Polsce, wprowadzając kryteria pozaprawne. Nasza obrona opierała się na wykazaniu, że promowanie polskiego i europejskiego przemysłu w sektorach strategicznych, takich jak energetyka, jest w pełni proporcjonalne i uzasadnione ochroną infrastruktury krytycznej oraz stabilnością dostaw. Dowiedliśmy przed Izbą, że mówiąc o „komponencie krajowym”, musimy badać faktyczny, mierzalny wpływ na gospodarkę. KIO w pełni podzieliła naszą interpretację. Uznała, że warunki dotyczące pochodzenia kapitału oraz rzeczywistego ośrodka decyzyjnego są legalnym, transparentnym i skutecznym narzędziem budowania bezpiecznych łańcuchów dostaw. Pokazaliśmy całemu rynkowi, że wspieranie rodzimego biznesu nie stoi w sprzeczności z prawem unijnym.
Wyrok ten zbiega się z wyraźnym sygnałem płynącym z Ministerstwa Aktywów Państwowych. Jak TAURON Dystrybucja zamierza systemowo rozwijać tę strategię?
Nasze działania są całkowicie spójne z kierunkiem wyznaczonym przez MAP. Minister Wojciech Balczun podczas niedawnego Europejskiego Kongresu Gospodarczego jasno wskazał, że energetyka to naturalne pole do wdrażania zaawansowanego „local content”. Nie chcemy jednak działać po omacku. Jako Grupa TAURON podeszliśmy do tematu systemowo – powołany został pełnomocnik ds. local content oraz zespół projektowy, którego jedynym zadaniem jest maksymalizacja udziału komponentu krajowego w naszych inwestycjach. Co niezwykle ważne, wspólnie z MAP, Urzędem Zamówień Publicznych oraz Głównym Urzędem Statystycznym pracujemy nad jednolitą definicją oraz precyzyjną metodyką liczenia tego wskaźnika. Chodzi o to, aby rynek dokładnie rozumiał, jakie kryteria bierzemy pod uwagę. Aktualnie tworzymy zaawansowane mechanizmy mapowania łańcuchów dostaw oraz nowe kryteria oceny ofert, które pozwolą nam mierzyć krajowy wkład w sposób w pełni transparentny, matematyczny i audytowalny.

Na jaką skalę zaangażowania krajowego przemysłu możemy liczyć w TAURON Dystrybucji w najbliższych latach?
Ta skala już teraz jest imponująca, ale widzimy przestrzeń do wzrostu. Obecnie bezpośrednio w naszym łańcuchu dostaw współpracujemy z ponad 250 polskimi przedsiębiorstwami. Jeśli spojrzymy na wykonawstwo robót budowlano-montażowych na sieciach średniego i niskiego napięcia, to tam udział firm krajowych wynosi blisko 100 procent. To polscy partnerzy i lokalni wykonawcy gwarantują nam stabilność, elastyczność i odpowiednie tempo realizacji strategicznych inwestycji sieciowych, od których zależy bezpieczeństwo milionów odbiorców. Przetarg na liczniki zdalnego odczytu pokazał jednak, że musimy pójść o krok dalej i chronić również ten zaawansowany komponent technologiczny, w którym polskie i europejskie firmy mają ogromny potencjał, ale przegrywały dotąd cenowo z graczami subsydiowanymi przez rządy państw trzecich.
Czy uważa Pan, że Wasz sukces w KIO otworzy furtkę dla innych spółek Skarbu Państwa oraz podmiotów z sektora użyteczności publicznej?
Jestem o tym przekonany. Energetyka i sektory infrastrukturalne od miesięcy czekały na taki sygnał i jasne stanowisko orzecznicze. Przetarliśmy szlaki. Udowodniliśmy, że odwaga w kreowaniu kryteriów przetargowych popłaca i broni się przed organami odwoławczymi. Nasz przypadek stanie się zapewne punktem odniesienia dla innych operatorów systemów dystrybucyjnych, ale też dla sektora kolejowego, wodociągowego czy gazowego. Pokazaliśmy, jak skutecznie i zgodnie z prawem wdrażać geopolityczne bezpieczeństwo do polskiej polityki zakupowej. „Local content” przestał być wyłącznie modnym, patriotycznym hasłem publicystycznym, a stał się realnym, mierzalnym i potężnym narzędziem biznesowym w DNA naszej organizacji.






