Z Pawłem Jarskim prezesem zarządu Grupy Elemental, rozmawia Radosław Nosek

W ubiegłym roku mówił Pan, że partnerzy strategiczni oferują Wam „kapitał zaufania”. Dziś, w 2026 roku, gdy projekt Polvolt w Zawierciu nabiera realnych kształtów (grant na ponad 150 mln euro z KE i ponad miliard od polskiego rządu), czy czuje Pan, że rola Grupy Elemental w oczach Brukseli i globalnych graczy (jak choćby Mitsubishi) ostatecznie ewoluowała z podmiotu operacyjnego w stronę partnera dyktującego warunki w europejskim łańcuchu dostaw surowców krytycznych?
Projekt Polvolt jest dla nas potwierdzeniem, że Europa zaczyna traktować bezpieczeństwo surowcowe jako element strategiczny, a nie wyłącznie przemysłowy czy środowiskowy. Sama decyzja Komisji Europejskiej była dla nas „wyrazem uznania i docenienia projektu Polvolt” oraz całej działalności Grupy Elemental w szerszym, europejskim i geopolitycznym kontekście. Przez lata budowaliśmy pozycję jako sprawny operator urban mining i partner technologiczny. Dziś rzeczywiście jesteśmy już uczestnikiem rozmowy o architekturze europejskiego bezpieczeństwa surowcowego. Partnerzy tacy jak Mitsubishi czy instytucje finansowe nie patrzą na nas wyłącznie przez pryzmat operacyjny, ale przez zdolność do budowy kompletnego łańcucha wartości – od pozyskania materiału, przez recykling, po rafinację i produkcję metali strategicznych. Nie powiedziałbym jednak, że „dyktujemy warunki”. Współtworzymy nowy europejski model niezależności surowcowej, w którym firmy posiadające technologię, dostęp do materiału i kompetencje przemysłowe stają się naturalnymi partnerami strategicznymi.

Uznanie Polvoltu przez Komisję Europejską za inwestycję strategiczną oznaczało wydawanie decyzji administracyjnych w ciągu roku, co w Polsce zazwyczaj trwało dwa lub trzy razy dłużej. Patrząc na postępy prac w 2026 roku, na ile unijne rozporządzenia realnie „odczarowały” polską biurokrację, a na ile budowa pełnego kompleksu metalurgicznego greenfield wciąż pozostaje walką z lokalną materią?
Jednym z kluczowych założeń CRMA ma być sprawniejsze uzyskiwanie decyzji administracyjnych przez projekty strategiczne. To oczywiście nie oznacza, że nagle zniknęły wszystkie bariery. Budowa pełnego kompleksu metalurgicznego greenfield tej skali nadal jest ogromnym wyzwaniem infrastrukturalnym, środowiskowym i organizacyjnym. Widzę ważną zmianę mentalną administracji, która zaczyna rozumieć, że Europa konkuruje globalnie o technologie i surowce krytyczne, i że ta konkurencja nie czeka na kolejny przetarg.
Jak dzisiaj, z perspektywy prezesa globalnej grupy – obecnej w 35 krajach – ocenia Pan gotowość instytucji, jak choćby Ministerstwa Rozwoju, do wspierania tak gigantycznych projektów przemysłowych, które nie są „lekkim softwarem”, ale wymagają siedmiu lat budowy i ogromnego zaangażowania kapitałowego?
Mam wrażenie, że w Polsce następuje bardzo istotna zmiana mentalna. Jeszcze kilka lat temu nowoczesna gospodarka była utożsamiana głównie z usługami czy software’em. Tymczasem transformacja energetyczna pokazała, że bez przemysłu ciężkiego, chemii i metalurgii nie da się budować niezależności technologicznej.
Dziś instytucje państwowe znacznie lepiej rozumieją skalę i znaczenie projektów przemysłowych realizowanych w horyzoncie 10–20 lat. Potwierdzeniem tego są zarówno decyzje Komisji Europejskiej, jak i wsparcie polskiego rządu dla projektu Polvolt. Oczywiście wciąż potrzebujemy większej przewidywalności regulacyjnej i jeszcze sprawniejszych procesów administracyjnych, ale kierunek zmian oceniam pozytywnie. To ważne, bo takich projektów nie buduje się w perspektywie jednej kadencji, tylko dekad.
Grupa Elemental zbudowała swoją pozycję na zbieraniu i przetwarzaniu odpadów – urban mining, katalizatory, PCB, e-waste. To był model polegający na sprawnej logistyce i skali. Projekt Polvolt to już zupełnie inna liga: wielka metalurgia, rafinacja, własna technologia. Czy to wciąż ta sama firma, czy Elemental de facto przekształca się w całkiem nowe przedsięwzięcie?
DNA Elemental pozostaje dokładnie takie samo. Kiedy zaczynaliśmy w Grodzisku Mazowieckim, urban mining był dla większości ludzi niszową działalnością operacyjną. Dziś jest elementem polityki bezpieczeństwa surowcowego Polski i Unii Europejskiej. Nie zmieniliśmy się, zmienił się kontekst, w którym działamy. Polvolt jest konsekwencją planu, który realizujemy od początku: jeśli chcesz mieć realny wpływ na łańcuch wartości metali strategicznych, musisz kontrolować go od surowca po metal gotowy do zastosowania przemysłowego. Wcześniej nie było ku temu ani skali, ani kapitału, ani woli politycznej w Europie. Dziś są wszystkie trzy. Jeśli Europa chce budować niezależność w zakresie metali bateryjnych i strategicznych, nie może ograniczać się wyłącznie do zbiórki i pre-processingu. Musi posiadać kompetencje hutnicze i rafinacyjne, i właśnie my to budujemy.
Wspominał Pan w jednym z wywiadów o tendencji do „przetrzymywania” surowców strategicznych w granicach kontynentów. Czy w obliczu narastających napięć na linii USA-Chiny i coraz ostrzejszej polityki Pekinu, koncepcja urban mining – zaspokajająca już ok. 40% potrzeb – staje się jedyną realną formą „zbrojenia się” Europy w metale bateryjne bez konieczności otwierania nowych, kontrowersyjnych kopalni?
Dziś urban mining staje się częścią polityki gospodarczej i bezpieczeństwa geopolitycznego. Widzimy bardzo wyraźnie tendencję do regionalizacji łańcuchów dostaw i „przetrzymywania” strategicznych surowców w granicach kontynentów. To zjawisko będzie się pogłębiało wraz z napięciami geopolitycznymi między największymi gospodarkami świata. Europa ma ograniczone możliwości wydobywcze i jednocześnie bardzo wysokie standardy środowiskowe. Dlatego odzysk metali z istniejących zasobów – baterii, e-waste czy katalizatorów – staje się jednym z kluczowych filarów niezależności surowcowej. Nie zastąpi on całkowicie tradycyjnego górnictwa, ale bez urban mining Europa nie będzie w stanie zbudować stabilnego i bezpiecznego dostępu do surowców krytycznych.

Analizy wskazują, że stężenie metali w odpadach elektronicznych może być nawet 50-krotnie wyższe niż w tradycyjnych rudach. Skoro posiadają Państwo skalę, technologię i kapitał, czy kolejnym krokiem Elemental będzie wejście w obszary jeszcze bardziej egzotyczne, jak odzysk surowców z wycofywanych instalacji OZE (np. łopat farm wiatrowych czy paneli PV nowej generacji), które za chwilę staną się ogromnym wyzwaniem dla recyklingu?
Faktycznie, Unia Europejska coraz poważniej traktuje problem wycofywanego sprzętu OZE: paneli fotowoltaicznych, czy turbin wiatrowych. I słusznie, bo skala tego wyzwania w perspektywie dekady będzie ogromna. Do każdego potencjalnego nowego obszaru podchodzimy według tych samych kryteriów: dostępności materiału, dojrzałości technologii i ekonomiki procesu. W przypadku komponentów OZE pierwsze kryterium jest bezdyskusyjne. Pozostałe dwa wymagają jeszcze czasu, bo technologie recyklingu tych materiałów dojrzewają, ale nie są jeszcze gotowe do wdrożenia w skali przemysłowej. Dlatego dziś koncentrujemy się na Polvolt -projekcie, który spełnia wszystkie trzy kryteria i zmieni rynek odzysku surowców krytycznych w Europie.
W 2025 roku w rozmowie z „Kapitałem Polski” wspominał Pan, że logicznym krokiem po Polvolcie byłaby inwestycja w hutę platynowców w USA, gdzie Elemental posiada ogromne ilości własnego materiału. Biorąc pod uwagę obecną sytuację geopolityczną w 2026 roku i amerykańską ustawę IRA (Inflation Reduction Act), jak blisko jesteśmy momentu, w którym polska firma stanie się kluczowym producentem palladu i platyny na terytorium Stanów Zjednoczonych?
Rynek amerykański pozostaje dla nas bardzo istotny. IRA przyspieszyła budowę lokalnych łańcuchów wartości w zakresie surowców strategicznych i metali krytycznych, a to tworzy bardzo ciekawe możliwości rozwoju dla firm posiadających własny materiał i kompetencje technologiczne. Elemental ma unikalną przewagę wynikającą z globalnej sieci pozyskania surowców oraz dużej ilości własnego materiału zawierającego metale z grupy platynowców. To fundament do budowy potencjalnych kompetencji hutniczo-rafinacyjnych w USA. Natomiast projekty tej skali wymagają bardzo dużej dyscypliny inwestycyjnej i odpowiedniego momentu rynkowego. Analizujemy różne scenariusze rozwoju obecności przemysłowej w Stanach Zjednoczonych. To, czego dziś potrzebujemy do podjęcia konkretnej decyzji, to przede wszystkim stabilność otoczenia regulacyjnego – IRA dała impuls, ale polityka handlowa USA w ostatnich kwartałach wprowadza zmienne, które każdy inwestor musi brać pod uwagę. Jeśli warunki się ustabilizują, a Polvolt osiągnie zakładane kamienie milowe, rozmowa o obecności hutniczej w USA stanie się bardzo naturalna. Myślimy o tym poważnie.
Budowanie strategicznego przedsiębiorstwa w Polsce przy jednoczesnej ekspansji w Azji, Afryce i obu Amerykach nazywa Pan „zdrowym przejawem biznesowego patriotyzmu”. Czy po 16 latach od założenia Elemental w Grodzisku Mazowieckim, czuje Pan, że polska marka jest już postrzegana jako synonim wysokiej technologii metalurgicznej, czy wciąż musimy nadrabiać „kapitałem zaufania” wobec gigantów z Japonii czy Korei?
Polskie firmy przemysłowe i technologiczne wykonały w ostatnich kilkunastu latach ogromny krok naprzód. Dziś Polska coraz częściej jest postrzegana nie tylko jako zaplecze produkcyjne, ale jako miejsce rozwoju zaawansowanych technologii przemysłowych. Jednocześnie w sektorach strategicznych reputację buduje się bardzo długo. Firmy z Japonii czy Korei mają za sobą dziesięciolecia historii i naturalny kapitał zaufania wynikający z doświadczenia. My ten kapitał budujemy konsekwentnie poprzez realizację projektów, rozwój technologii i obecność globalną. Myślę, że dziś Elemental jest już postrzegany jako partner posiadający realne kompetencje technologiczne, przemysłowe i surowcowe w skali globalnej, a nie jako ciekawy projekt z Europy Środkowej.






