Z Michałem Ziajowskim dyrektorem zarządzającym LSO w Aebi Schmidt Polska, rozmawia Marcin Prynda

Zimą wciąż mówi się o „walce ze śniegiem”. To trafne określenie?
Nie. To język poprzedniej epoki. Dziś nie walczymy ze śniegiem, tylko zarządzamy systemem, w którym śnieg jest jednym z czynników zakłócających. Lotnisko czy autostrada to środowiska, gdzie liczy się ciągłość działania. Nie ma miejsca na improwizację.
Co to znaczy w praktyce – „system”?
To współdziałanie wielu warstw: sprzętu, ludzi, procedur i danych. Pług czy zamiatarka są tylko maszyną, elementem. Kluczowe jest, jak te elementy są skoordynowane. Czy decyzje podejmowane są na podstawie danych, czy intuicji. Czy działania są powtarzalne i mierzalne.
Czyli odchodzimy od reakcji na rzecz planowania?
Dokładnie. Świat nie toleruje już chaosu. Jeśli zamknie się pas startowy albo zablokuje odcinek autostrady, konsekwencje są natychmiastowe i kosztowne. Dlatego potrzebna jest standaryzacja i przewidywalność. System musi działać niezależnie od warunków.
Jaką rolę odgrywają dane?
Fundamentalną. Dane o pozycji, pracy maszyny, zużyciu – to wszystko buduje obraz operacji w czasie rzeczywistym. Platformy takie jak IntelliOPS pozwalają przejść z poziomu obserwacji do zarządzania. Bez tego nie ma mowy o optymalizacji.
A kwestia dostępności sprzętu?
To drugi filar systemu. Sama operacja to jedno, ale utrzymanie zdolności operacyjnej to drugie. Predykcyjny serwis, monitoring, szybki dostęp do części – to wszystko służy jednemu: eliminacji przestojów. System nie może sobie pozwolić na „awarie w trakcie”.
Czyli koszt przestaje być prostą kategorią?
Tak. Nie liczymy już ceny maszyny, tylko koszt całego procesu. Paliwo, czas reakcji, ryzyko, emisje, dostępność, ciągłość. Dopiero wtedy widać, gdzie są realne oszczędności.
W tym kontekście czym jest dziś rola firm takich jak Aebi Schmidt?
Partnerem systemowym. Nie dostawcą sprzętu, tylko współtwórcą środowiska operacyjnego. Naszą rolą jest spiąć te wszystkie elementy w całość: technologię, dane, serwis i doradztwo.
I to jest kierunek na przyszłość?
To nie przyszłość. To już standard. Kto działa poza systemem, prędzej czy później przestaje być efektywny.
Skoro mówimy o standardzie, to czy jego fundamentem jest właśnie kultura organizacyjna?
Dokładnie tak. Bez dyscypliny operacyjnej, bez zaufania do danych i bez gotowości do pracy według standardów nawet najlepsza technologia nie zadziała. System zaczyna się od sposobu myślenia – dopiero potem przychodzi narzędzie.
A gdzie w tym wszystkim jest człowiek?
W centrum. Bo ostatecznie każdy system jest tak dobry, jak ludzie, którzy go tworzą i utrzymują. Technologia może porządkować rzeczywistość, ale to człowiek nadaje jej sens i kierunek. Jeśli rozumie system, potrafi działać spokojnie nawet w najbardziej wymagających warunkach. I może właśnie na tym polega dojrzałość organizacji – że zamiast reagować na chaos, potrafi go uprzedzić.






