Czy grozi nam deflacja, czy inflacja?

Możliwość komentowania Czy grozi nam deflacja, czy inflacja? została wyłączona Aktualności, Biznes

Z prof. Marianem Nogą z Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu, byłym członkiem Rady Polityki Pieniężnej
rozmawia Ryszard Żabiński

 W marcu, gdy zaczynała się w Polsce pandemia , inflacja CPI sięgnęła  4,6% wobec 4,7% w lutym. Później , w maju zmniejszyła się aż do poziomu 2,9%. Skąd tak gwałtowna zmiana?

W omawianym okresie mieliśmy do czynienia ze skokowym wzrostem cen żywności, w tym mięsa, warzyw, owoców. Z drugiej strony, nastąpiła gwałtowna obniżka cen ropy naftowej i paliw. Jeszcze niedawno, bo w kwietniu, cena baryłki amerykańskiej i kanadyjskiej ropy spadła nawet poniżej zera. Oznacza to, że wielu producentów było nawet skłonnych dopłacić byleby tylko ktoś odebrał od nich ropę.

Trzeba pamiętać, że cena ropy naftowej będzie w dużym stopniu zależeć od tempa odmrażania światowej i polskiej gospodarki. Im szybciej to odmrażanie będzie postępować, tym większego wzrostu cen ropy należy oczekiwać. Wiele wskazuje jednak na to, że te procesy nie będą tak szybko postępować jakbyśmy sobie tego życzyli. Na przykład, w gospodarce amerykańskiej, w kwietniu bezrobocie wzrosło do prawie 15%, wobec niecałych 4,5% w marcu. Powrót do poprzednich poziomów, uruchomienie tzw. koła zamachowego gospodarki, które by to umożliwiło, musi niestety potrwać.

Wracając na polskie podwórko, wiele wskazuje też na to, że susza w tym roku nie  będzie tak dotkliwa, jak się spodziewaliśmy, co może zahamować wzrost cen żywności i tym samym poziomu inflacji. Inflacja będzie się więc zmniejszać, przy czym nie obawiałbym się, że będziemy mieli do czynienia ze zjawiskiem deflacji.

W tym roku Rada Polityki Pieniężnej trzykrotnie obniżała stopę referencyjną: 17 marca, 8 kwietnia i 28 maja. Łącznie obniżono stopę o 140 punktów bazowych, do obecnego poziomu 0,1%. Jak Pan ocenia te działania?      

W styczniu, z jednej strony, mieliśmy do czynienia z dużym wzrostem inflacji, z drugiej  występowały już wyraźne sygnały spowolnienia gospodarczego. Ono z pewnością by nas nie ominęło, pandemia tylko przyspieszyła i pogłębiła to zjawisko.

Już  w styczniu należało podnieść stopy, nawet sygnalnie, o 25 punktów bazowych. W ten sposób Rada Polityki Pieniężnej dałaby sygnał, że widzi problem, że zarządza oczekiwaniami inflacyjnymi, panuje nad procesami makroekonomicznymi.

W lutym, Rada też nie zrobiła niczego, dopiero w marcu zdecydowano o obniżce stóp, ale wówczas sytuacja była już zupełnie inna.

Czy radykalne ciecia stóp procentowych mogą doprowadzić do destabilizacji systemu finansowego w Polsce?

Nie ulega wątpliwości, że w sektorze bankowym mamy nadpłynność, ale bardzo szybko ten stan może przejść w niedopłynność. Brak działań na rzecz realnej stopy procentowej powoduje, że brakuje już bodźców do oszczędzania, występuje wycofywanie pieniędzy z banków i szukanie innych form inwestycji. Należy się liczyć ze zmniejszeniem rentowności sektora bankowego i nawet cały system finansowy, którego sektor bankowy stanowi największą część, może przeżywać niebezpieczne turbulencje. Paradoksalnie, kredyt, który jest tańszy, może być mniej dostępny, bo banki będą żądały dodatkowych zabezpieczeń.

Bardzo niskie stopy procentowe, spowodowały m.in. osłabienie polskiej waluty. A może to było dobre, gdyż powoduje większą konkurencyjność  naszych produktów na rynkach zagranicznych i stymuluje eksport?

Osłabienie  złotego wpływa na konkurencyjność gospodarki, ale działa to tylko w krótkim okresie czasu. Trzeba też pamiętać, że przy słabym złotym rosną koszty obsługi zagranicznego długu publicznego, którego udział w całym długu publicznym jest w naszym wypadku znaczący i wynosi około 27%.

 

 

 

 

Udostępnij...Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on LinkedInEmail this to someone